Często na forach internetowych pojawiąją się wątki typu: „Co wybrać Sennheiser HD600 czy AKG Q701?”, często też są to jedne z najbardziej polecanych sluchawek w przedziale cenowym ~1300zł. Obydwa modele to byłe flagowce, obydwa są jednymi z najpopularniejszych modeli konkurencyjnych firm i pomimo wprowadzenia na rynek nowszych modeli jednymi z najchętniej kupowanych. Dzięki uprzejmości Manuela (któremu bardzo dziękuję możliwość poobcowania przez jakiś czas z HD 600) mam okazję skontrontować je ze sobą.
Wygoda użytkowania:
Obydwie konstrukcje są bardzo wygodne, przystosowane do wielogodzinnych odsłuchów. W HD 600 doświadczymy minimalnego „efektu imadła” – docisk muszli na małżowiny po jakimś czasie staje się odczuwalny, w Q701 z kolei problem mogą sprawiać wypustki na pasku pałąka wrzynające się w głowę. Poza tym większych zastrzeżeń brak.

Tor odsłuchowy:
Asus Xonar Essence ST, Rapture Amp Final, stockowe interkonekty dołączone przez producentów do słuchawek.
Materiał odsłuchowy:
Pliki MP3 ~320 kbps, FLAC 1000 – 4000 kbps, gęste pliki 24bit/96kHz/24bit/192kHz

Sygnatura dźwiękowa:
Zakładając na głowę HD 600 pierwsze co rzuca się w oczy, tfu! w uszy 😉 to średnica. Dobra, naprawdę dobra średnica. Połączona z dość twardym, punktowym basem i delikatnie stonowanymi sopranami. Basem, który nie schodzi nisko operując bardziej w mid niż w sub basie. Który jest po prostu dopełnieniem średnicy i sopranów. Scena owszem duża, ale nie ogromna. Separacja instrumentów na dobrym poziomie. Detaliczność też, ale nie są to słuchawki służące do analizy, dające możliwość wglądu w nagrania, wyłapywania wszelkich mikrodetali. One po prostu mają poprawnie odegrać podany im materiał. Są równe, bardzo równe. Neutralne w swoim graniu i… do bólu przewidywalne. Na tyle przewidywalne, że już po 2-3h ich odsłuchów z góry wiedziałem jak odegrają zadany im materiał, obojętnie czy nie byłby to pop, rock, metal, jazz czy klasyka. I ani razu nie pomyliłem się w swoich przewidywaniach. HD 600 oferują dźwięk spójny, poukładany, równy, taki przysłowiowy niemiecki „ordnung” gdzie wszystko musi być na swoim miejscu, musi być uporządkowane ale nic poza tym. Niczym nie zaskakują. Ma to jednak swój plus. HD 600 dzięki temu sprawdzają się praktycznie w każdym rodzaju muzyki. Nie wyciągną smaczków, czasami zatuszują to lub tamto w słabszych realizacjach, ale też niczego nie schrzanią. EvilKillaruna (pozdrawiam!) recenzując je na Audiofanatyku napisał, że są „bezpieczną opcją”. I tutaj tylko wypada się z Nim zgodzić. I proszę mnie źle nie zrozumieć, HD 600 oferują naprawdę dobrą, hi-endową jakość dźwięku. Polubiłem te słuchawki, szanuję je. Szanuję je za tą swoją spójność, równość. To słuchawki uniwersalne, nie bez powodu uznawane za klasyk bo takimi dla mnie są, ale IMHO nie mają w sobie tego „czegoś”, co sprawia, że nie ma się ochoty ściągnąć ich z głowy. Przyjemnie się słucha na nich muzyki, ale na dluższą metę przez tą swoją przewidywalność nużą – przynajmniej mnie. Kilka lat temu można było bez problemu w marketach z elektroniką kupić je za 800-900zł. I była to uczciwa cena za to, co oferują i za taką kupiłbym je bez wahania, obecna jest jednak trochę zawyżona. Bo w cenie HD 600 mamy jednak trochę innych, ciekawszych propozycji Beyerdynamika, HiFiMana (by daleko nie szukać) .                    DSCF0393

Q701 to z kolei jednak trochę inna szkoła grania, trochę inne podejście do dźwięku.

Scena, ogromna scena. Która sięga bardziej w głąb niż w szerz. Jakbym stał na szczycie Mount Everestu obserwując z niego inne ośmotysięczniki. Bas (kiedy zapewnimy im odpowiednie otoczenie) potrafi zejść bardzo nisko, niżej niż w HD 600. Szybki, punktowy, szybko się wycofuje i nie rozlewa się. Średnica może nie aż tak dobra jak w HD 600 ale różnice są tak po prawdzie minimalne, ta średnica w Q701 jest jakby bardziej rozjaśniona i przez to bogatsza w faktury. Bardzo dobre soprany, trochę może przeszkadzać górka w granicach 11kHz ale nie powoduje to sybilantów, przynajmniej w dobrze zrealizowanych nagraniach. Kapitalna, podkreślam – kapitalna separacja instrumentów i wzorcowa wręcz detaliczność. Słuchając HD 600 musiałem chwilę się skupić na tym żeby precyzyjnie określić gdzie gra dany instrument, Q701 podają to na tacy, na „złotej tacy” zachowując przy tym jednocześnie spójność przekazu. Bo to nie jest tak, że poszczególni muzycy grają obok siebie, odseparowani. Grają razem, ale grę każdego z nich od razu słychać i to jak łączy się z grą pozostałych delikatną nicią. Q701 to granie na pewno lżejsze niż HD 600, bardziej „zwiewne”, To słuchawki jasne i (jak wielokrotnie pisałem) to takie techniczne, studyjne granie. Dla niektórych może sterylne. Idealne do wyszukiwania smaczków w nagraniach. To szkoła grania AKG w czystej postaci. I można ją kochać lub nienawidzić. Ale obojętna (jak poniekąd obojętne są HD 600) nie będzie dla nikogo. Q701 potrafią zaskakiwać. Wielokrotnie zdarzało mi się, że odsłuchując album danego wykonawcy n-ty raz, który już znałem na pamięć to jednak z Q701 na uszach odnajdywałem w nim coś nowego. Produkt AKG jest jednak trochę bardziej nieprzewidywalny, trochę bardziej „frywolny”, grający z większą fantazją i mający w sobie to „coś”, czego nie ma produkt niemieckiego rywala. Referencja by AKG. Po prostu.                                                                                                              DSCF0394
Z drugiej strony te słuchawki nie są tak uniwersalne jak HD 600. Nie sprawdzą się każdej muzyce. Są bardzo dobre do klasyki, jazzu, od biedy do thrash metalu i lekkiego popu. Natomiast tam, gdzie potrzebne jest większe „łupnięcie”, większe wypełnienie midbasu (dubstep, techno, niektóre nagrania rockowe – chociaż mnie dobrze się słucha na nich np. Rammsteina) lepiej wypadną HD 600.

Więc Kochani, macie do wyboru: albo szeroko pojętą uniwersalność, ten niemiecki ordnung albo zaproszenie do” wiedeńskiego walca”. Ja tylko przedstawiłem tutaj wszystkie za i przeciw a wybór jest Wasz.

Dwie małe uwagi na koniec, właściwie trzy:
Po pierwsze, stockowy kabel dołączany przez Sennheisera do HD 600 jest beznadziejny. Z nim „na pokładzie” dźwięk brzmi trochę jak zza koca. Na szczęście Manuel wysłał mi wraz z nimi kabel Forza Audioworks Copper Series MKII. Po podpięciu go pod te słuchawki koc znika, a same słuchawki grają bardziej przejrzyście, bardziej detalicznie, zwiększa się ich szybkość, impakt. Do tej pory twierdziłem, że kable nie grają. I dalej tak twierdzę. Ale teraz już wiem, że są w stanie poprawić sygnaturę dźwięku. Dlatego jeśli ktoś chce kupić HD 600 to mówię od razu: stockowy kabel wywalić/zachować na pamiątkę w pudełku. Używać lepszego. I wiem, o co mnie zapytacie, więc od razu odpowiadam: nawet na kablu Forzy HD 600 nie zagrają tak jak Q701. Lepszy kabel nie spowoduje tego, że nagle te sluchawki dostaną to „coś”, co mają Q701 a czego nie mają HD 600. Po prostu zagrają lepiej niż na na stockowym.

Druga sprawa.
I tak po prawdzie, to długo się zastanawiałem czy to napisać. Zastanawiałęm się, bo wiem, że zabrzmi to dla niektórych jak herezja. Ba, dla mnie samego to tak jeszcze tak brzmi, ale…

Wczoraj tak trochę dla zabawy podpiąłem HD 600 pod wyjście słuchawkowe ST chcąc sprawdzić jak zagrają puszczone przez wzmak wbudowany w tą kartę, w ten nieszczęsny TI 6120A2, który tak osusza/wyjaławia dźwięk. I który tak go psuje w wypadku Q701. I powiem tak: zagrało to głosno, prawie tak jak na Rapture spiętym z ST po RCA. Tyle, że oprócz tego, że zagrało to głośno, to zagrało to… lepiej. Dźwięk stał się bardziej „chropowaty”, detaliczny, znikła gdzieś ta poświata, ten woal, to rozmycie którego doświadczałem na ST via RCA. Wiem, takie to dziwne i zupełnie… nie audiofilskie (nienawidzę tego słowa, naprawdę). Niemniej jednak dżwięk HD 600 w parze z TI 6120A2 stał się dla mnie bardziej zbliżony do Q701, bardziej strawny… Jakaś dziwna synergia? Herezja? W dalszym ciągu zwalam to na karb moich (być może specyficznych) preferencji dźwiękowych.

Last but not least czyli HD 600 vs. MOE.

MOE mam blisko rok (teraz są u Manuela, ale nie byłbym sobą gdybym tych dwóch konstrukcji nie porównał) i chyba znam je na wylot. Dla mnie są słuchawkami ciekawszymi, zaryzykuję nawet tezę, że jednak lepszymi od HD 600. Zachowując cechy HD 600 (bardzo dobrą średnicę, dobrą scenę jak na konstrukcję zamkniętą, podobną separację i holografię) mają jednak lepsze basy, są bardziej muzykalne i jednak mają w sobie to „coś”, przez co nie chciało mi się ich się ściągać z uszu. I to za naprawdę sensowną cenę. Teraz mam na głowie HD 600 ale zaraz założę na nią Q701. Są jednak ciekawsze.

Niemiecki ordnung, wiedeński walc…

IMG_20140906_100915

 

Reklamy