Nie tak dawno temu w niedużej paczce trafił do mnie FiiO X5, a wraz z nim sprzęt „dla ludu”. Były to niezbyt drogie słuchawki dokanałowe firmy Brainwavz: Alpha, M1 oraz Delta. Dziś odtwarzacz idzie na bok i zajmuję się całą resztą.

Osobiście lubię czasami pogrzebać się w okolicach budżetowych z przedziału 50-150 zł w poszukiwaniu perełek, więc z przyjemnością przygarnąłem te dokanałówki na odsłuchy. W końcu są to najbardziej pożądane słuchawki – ma być względnie tanio i dobrze. Czy tym trzem modelom udało się wpisać w takie wymagania? By to sprawdzić siadam i… sprawdzam.

Zanim jednak przejdę do poszczególnych modeli, należy nadmienić nieco o wyposażeniu, gdyż nie ma sensu się rozpisywać przy każdym osobno.

Alphy i Delty mają po trzy pary gumek i po jednym bonusie: do tych pierwszych dodano żabkę do dopinania kabla do ubrania, do drugich parę pianek Comply S. I na tym koniec. O ile pianki są naprawdę ciekawym dodatkiem, tak sama żabka, to dość ubogo. Szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę, że konkurencja z Chin nawet w niższej cenie z reguły dorzuca twarde etui na słuchawki. Zawsze to lepiej w nim nosić niż upychać dokanałówki po kieszeniach.

W przypadku M1 mamy już naprawdę solidy zestaw akcesoriów. Trzy pary zwykłych silikonów, jedna para podwójnych, pianki Compy S, żabka i jeszcze sztywne etui. Powiedziałbym, że tu wypadają wzorcowo.

Ale kartoniki już rozpakowane, dodatki przejrzane, więc czas brać się za najważniejsze.

 

Brainwavz Alpha:

Otrzymując ten model na testy wiedziałem czego się spodziewać, bo kiedyś już u mnie gościły przez kilka miesięcy. Ale trochę czasu minęło, więc czas sobie je przypomnieć.

Obudowa słuchawek jest mała i przypomina trochę łezkę, choć dla mnie osobiście jest średnio wygodna. Wiele osób bardzo je chwali za ergonomię, u mnie mają tendencję do wysuwania się z kanałów. Pomaga zakładanie kabla za ucho, ale pewien dyskomfort pozostaje. Jednak pozostawiając na boku kwestie indywidualne trzeba przyznać, że jakoś wykonania jest bardzo dobra. Absolutnie nie ma mowy o jakichś złych klejeniach, rozchodzeniu się słuchawek czy trzeszczeniu.

Przewód jest przyjemny w dotyku i lekki, efekt mikrofonowania praktycznie nie występuje.

A jak one brzmią?

Najważniejsza rzecz: bas dzieli i rządzi. Jest mocny, ma nieco subwooferową manierę, prócz dźwięków tłocząc w uszy powietrze, co dodaje mu jeszcze uderzenia, choć momentami obyłoby się bez dudnienia. Alphy skupiają się głównie na wyższym basie, który o dziwo nie wlewa się strumieniami na tony średnie. Nie żeby w ogóle na średnicę nie wchodził, po prostu robi to w akceptowalnym stopniu. Czego może brakować, to większego zróżnicowania niskich tonów. Wszystko leci na jedno kopyto, dając mocno dyskotekowe brzmienie. Ale mogę postawić niezłe pieniądze na to, że wielu osobom będzie to pasowało.

Średnica jest zauważalnie wycofana. Wokale i gitary słychać, ale są gdzieś tam nieco schowane, jakby przy strojeniu nikt nie zawracał sobie nimi specjalnie głowy. Zaczynają natomiast zyskiwać w wyższej partii tonów średnich. W połączeniu z potężnym basem daje to agresywne brzmienie (lecz nie ostre i inwazyjne), niemal idealne do tupania nogą w rytm kolejnych bitów. Zachęcają też do głośnego słuchania, co może zdrowe nie jest, ale bez wątpienia popularne.

Góra jest obecna, choć moim zdaniem zbyt rozmyta, pozbawiona szczegółów. Nie miałem wrażenia, że jest zbyt szybko ucięta i dalej tylko cisza, po prostu robi za tło dla reszty. Może nie jest to mój styl grania, ale trzeba jej oddać, że pasuje do całości.

Szczegółowość tego modelu Brainwavz nie jest najwyższa. Wiele rzeczy wręcz ucieka przed słuchaczem, w dużej części przez wycofaną średnicę. Ewidentnie są to słuchawki do rozrywki, nie do analizy.

Scena, tak jak reszta, ma dać słuchaczowi efekt wow. Nie jest więc zbyt szeroko ani głęboko, większość dźwięków jest tłoczona w głąb głowy. Przez to agresywność przekazu dodatkowo rośnie.

Moim zdaniem, Alphy są świetne do takiej muzyki jak Scooter czy sety z imprez techno – szybkie tempo, mocy bas, dynamiczny syntezator i mamy w uszach własną imprezę. Przy takim graniu wady tych słuchawek naprawdę nie mają wielkiego znaczenia. W tej cenie, nic tylko brać.

Nieźle mogą się też sprawdzić w mocniejszym metalu, choć u mnie wywarły takie samo wrażenie jak kiedyś – na początku „Wow! Jest moc!”, a później wycofana średnica zaczęła mnie męczyć.

Brainwavz M1:

Budowa słuchawek jest niemal bliźniacza do BW Alpha. Prócz nieco innych materiałów jest jeden szczegół, który w moim przypadku stanowi różnicę pomiędzy wygodą a jej brakiem. Mianowicie w M1 tulejka jest dłuższa o jakiś milimetr. Mało? Ano mało, ale dzięki temu słuchawki pewniej siedziały w moich uszach i nie miałem ciągłego wrażenia, że mi się wysuwają.

Kabel budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest solidnie zrobiony, powinien wytrzymać znacznie więcej niż przeciętny „gumiak”. Natomiast druga strona medalu jest taka, że przez te wszystkie wzmocnienia jest dość sztywny i ciężki, przez co cierpi wygoda, a i wzrasta poziom szumów generowanych przez przewód ocierający się o ubranie. Cóż, jak widać coś za coś.

A teraz najważniejsze, czyli kilka zdań o brzmieniu:

Bas jest mocno zarysowany, jednak nie dominuje jak w Alphach. Nie brakuje mu uderzenia oraz masy, stanowi solidną podstawę do całości brzmienia. Choć czasami ma tendencje do wchodzenia na średnicę (mała zmiana na korektorze niemal rozwiązuje problem), to akcenty są dość ładnie rozłożone pomiędzy wysoki i niski bas. Momentami mogłoby być więcej najniższych tonów, które bardziej się czuje niż słyszy, ale akurat z tym i wiele droższych konstrukcji sobie nie radzi.

Średnica wydaje się nieco pofalowana. Tej niższej nieraz delikatnie brakuje, w centrum jest lekko wysunięta, po czym na przełomie z wysokimi znów nieznaczny spadek. Konsekwencją takiego strojenia są wyraźne i wysunięte do przodu wokale męskie, którym może brakować trochę głębi. Z kolei głosy kobiece bym określił mianem spokojnych. Nawet gdy ciągną mocno w górę, zawsze są łagodne. Do odsłuchów arii operowych niekoniecznie byłby to idealny wybór, ale przeboje radiowe? O, w nich taki wokal będzie świetny. Za to rozczarowały mnie gitary w metalu. Trochę schowane za basem, nieco zduszone i rozmyte.

Tony wysokie są wyraźne, lekko przyciemnione, nie powinny nikogo męczyć, a przy tym nie są zagubione wśród innych dźwięków. Gdy włączyłem jeden z koncertów Mozarta brakowało dodatkowej iskry na skrzypach i flecie, ale mimo tego odsłuch był przyjemnie relaksujący.

Szczegółowość oceniam na wystarczającą. M1 nie rzucają detali prosto w słuchacza, nawet je trochę ukrywają, ale nie ma też wrażenia, że brodzimy w dźwiękowym budyniu. Takie akuratne na popołudniowy spacer nad jezioro.

Scena nie jest specjalnie duża, ale podoba mi się to, że nie grają ciągle w środku głowy. Dźwięki przesuwają się swobodnie na boki i delikatnie do przodu słuchacza.

Gdy zamiast silikonowych nakładek użyjemy pianek Comply S, to zauważymy zmianę sposobu grania. Jest jaśniej, równiej i z większą sceną. Jednak gubi się przez to pierwotny charakter słuchawek. Czy to dobrze, czy źle? Jeśli mam być szczery, to nie wiem. Osobiście preferuję właśnie równiejszy dźwięk, ale jednak ma się wrażenie, że to nie był zamysł twórców.

Ogólnie jest to ciekawy model w swoim budżecie. Jeśli chodzi o mainstreamowy sposób grania, to niewiele słuchawek dostępnych na naszym rynku z nimi powalczy. Nie bez dopłaty.

Jest to dość bezpieczny wybór dla osób, które „słuchają wszystkiego, a głównie radiowych przebojów”. Bardzo dobrze wypada na nich trance, gdzie i wokale i bas są wyraźnie zaakcentowane, a nieźle zarysowana i łagodna góra pasma zapewnia odpowiednią dynamikę i szczegółowość.

Brainwavz Delta:

Na koniec zostawiłem sobie najtańszy z trzech testowanych modeli. Ale wylądował tutaj wcale nie dlatego, że jest najgorszy.

Przede wszystkim nie dzielą kształtu obudowy z poprzednikami. Są dłuższe i mają mniejszą średnicę, przez co nosiło mi się je najwygodniej z całej trójki, bo najpewniej leżały w uszach. Jednak jako jedyne przy wkładaniu potrafiły się zasysać, przez co brzmienie mocno się psuje i chwilę trwało aż je dopasowałem tak jak chciałem.

Kabel jest gumowaty, przyjemny w dotyku i sprawia solidniejsze wrażenie niż w Alphach. Nie ma problemu z zakładaniem go za uchem. A dobrze to robić, bo bez tego efekt mikrofonowania wypada gdzieś pomiędzy Alpha i M1, czyli jest zauważalny i może czasem przeszkadzać. Jako jedyne z opisywanych Brainwavz są wyposażone w mikrofon do rozmów telefonicznych.

Jakość materiałów i wykonania nie budzi u mnie żadnych zastrzeżeń.

Brzmienie…

Brzmienie Delt, to jest coś, co mnie zaskoczyło. I to mocno na plus. Po starszych braciach spodziewałem się podobnej sygnatury dźwiękowej jaką oferują Alpha, tylko może z jakimiś małymi brakami. Granie V, dominacja basu, itp. itd.

No i owszem, jest to granie V, ale znacznie bliżej mu do tego z M1 niż z Alph. Bas jest wyraźnie zaakcentowany, jednak nie ten najwyższy, dzięki czemu praktycznie wyeliminowano jego wchodzenia na średnicę. Nie oferuje wielkiego zróżnicowania, ale jest całkiem sprężysty i dynamiczny, przez co radzi sobie praktycznie w każdym gatunku muzycznym. Niektórym może jednak brakować nieco zejścia i poczucia mocy. Zdecydowanie nie są to słuchawki dla bassheadów.

Tony średnie są lekko wycofane i odchudzone, ale same w sobie jednolite, zawsze wiemy czego się po nich spodziewać. Co prawda wokale męskie są trochę zbyt łagodne, za to kobiece mają w sobie urokliwą zwiewność. Z gitarami jest podobnie: w szybkim metalu nieco brak agresji, w nagraniach akustycznych bardzo przyjemnie wybrzmiewają. Podbicie na wyższej średnicy nadaje nagraniom jasności, dzięki czemu instrumenty strunowe dostają dodatkowej iskry.

Same tony wysokie są szybkie, jasne i ładnie poukładane. Może w nich brakować nieco szczegółów i nie ciągną się zawsze tak daleko jakbym chciał, ale na swój sposób są wciągające. Nie jest to góra dla fanów analitycznego brzmienia, ale w dużej części dzięki niej, z całej trójki właśnie na Deltach najlepiej słuchało mi się muzyki klasycznej.

Scenie brakuje głębokości, jednak jest najszersza wśród testowanych modeli, choć wydaje mi się, że jest to osiągnięte kosztem gorszej izolacji. Pod tym względem starsi bracia radzą sobie lepiej.

Szczegółowość dość ciężko było określić. Z jednej strony jasność grania daje wrażenie sporej dozy smaczków podanych na talerzu, ale jak się wsłuchać, dalej już niewiele zostaje. Pod tym względem całościowo lepiej bym ocenił M1.

Z czym mi dobrze Delty grały? W sumie ze wszystkim. To chyba najbezpieczniejsze słuchawki w tym przedziale jakie znam. Jest i zaakcentowany bas i wyraźna średnica i przystępna góra. Ponoć jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, ale tutaj to powiedzenie nie ma zastosowania. Gdyby ktoś mnie spytał jakie słuchawki kupić do 100 złotych i by nie wiedział jakiego chce dźwięku, to poleciłbym właśnie Delty.

Podsumowanie:

Po odsłucham mogę powiedzieć jedno: każdy z testowanych modeli jest mocną pozycją w swoim przedziale cenowym. Każdy inny, żaden nie musi się wstydzić swojego grania.

O ile M1 są dla mnie logicznym rozwinięciem Alph w stronę bardziej zrównoważonego brzmienia i obie pary powinny trafić w gusta „przeciętnego Kowalskiego”, tak Delty uważam za mały ewenement. Stoją trochę z boku swoich konkurentów, prezentując rozjaśnione granie, bez wyraźniej dominacji niskich tonów. Jakby ktoś w Brainwavz pomyślał, że już mainstreamowy model jest w ofercie i czas zrobić coś na modłę melomanów. Niezbyt zamożnych, ale jednak. W końcu biedny uczeń szybciej sięgnie po nie, niż po słuchawki za 500 czy 1000 złotych.

A do czego podpinać te słuchawki? Najlepiej wszystkie modele zagrały z Fiio X5, ale jakoś nie podejrzewam, by pokazało się wiele takich konfiguracji. Na drugim miejscu była u mnie Lumia 720, która ma nieco wypchniętą średnicę, więc dobrze się dogadywała z Brainwav’zami. I w końcu iPod Video dla BW Alpha oraz M1, a dla Clip Zip dla Delta. To były dla mnie najciekawsze połączenia.

Czas jednak pakować te dokanałówki do swoich pudełek i ruszać dalej, w poszukiwaniu kolejnej zabawy z muzyką.

MuzoStajnia dziękuje za wypożyczenie sprzętu do testów sklepowi

Audeos

Reklamy