Prawo przyciągania jednak działa. Wielokrotnie myślałem sobie, że chcę posłuchać modowanego referencyjnego klona wzmaniacza lehmanna, aby mieć porównanie z moim egzemplarzem klona wykonanym przez zdolnego chińczyka, a który przybrał kryptonim Lovely Cube i jest dość szeroko omówiony w necie (podobno jeden z najlepiej grających klonów). Taka okazja przyszła do mnie niespodziewanie sama z siebie.

Odezwał się do mnie kolega @Perul (Sebastian) z forum mp3store z życzliwą propozycją przetestowania jego sprzętu, czyli właśnie unikatową wersją wzmacniacza opartego na tej samej konstrukcji, a dokładniej mówiąc na tym samym PCB. Najpierw powiedzmy kilka słów o „backgroudzie” dotyczącym tego cudeńka.

Za kulisami.

Perul jest popularnym w kręgach społeczności forum mp3store pomysłodawcą i wykonawcą modów słuchawek (część takowych znalazła się przypadkiem w otrzymanym kartonie 🙂 , ale o tym w innym artykule). Znalazł sobie w tym zajęciu swoje hobby, może nawet pasję. W pewnym okresie czasu stworzyła mu się niemała kolekcja nauszników, które trzeba było czymś napędzić. Rozglądając się za czymś nabył po drodze produkt Fiio E9, który jednak nie spełnił do końca jego wymagań.

W tym mniej więcej okresie ja się rozeznawałem w temacie klonów lehmanna, decydując się ostatecznie na środkową drogę, czyli nie budżetowy klony, nie wypasiony klon z modyfikacjami, a właśnie standardowy Lovely Cube, który miał zagrać sam z siebie na wysokim poziomie. Jednak zapobiegawczo zebrałem wiedzę dotyczącą dalszych uprade’ów tego sprzętu.

Między mną, a Sebastianem wywiązała się na PW rozmowa o wzmacniaczach. Mając Brata (którego w tym miejscu serdecznie pozdrawiamy) zajmującego się elektroniką, postanowił powierzyć mu zbudowanie swojego własnego dopieszczonego klona, który miał powstać na bazie rad dostępnych w internecie i własnej wiedzy. Po wymianie spostrzeżeń dowiedziałem się, że tak powstały klon gra zadowalająco, jednak tu historia się nie skończyła.

Czerpiąc wskazówki od kolejnych osób (naszych forumowych DIY-ekspertów, których jednak nie wymienię tutaj, aby czegoś nie pomylić) wzmacniacz ten był kilkukrotnie modyfikowany, aż został doprowadzony do obecnej formy. W rozmowie dowiedziałem się że naniesione modyfikacje wniosły sporo, a zadowolenie końcowe było dość wysokie. Sebastian porównywał go do innych znanych i szanowanych wzmacniaczy i dla niego Silver Pearl wypadł najlepiej lub przynajmniej najbardziej przypadł mu do gustu. Swoją drogą w nazwaniu swojego wynalazku poszedł w trochę inną stronę, normalnie mamy Black Cube, Lovely Cube, Fat Cube, a tutaj nazewnictwo powstało – domyślam się – przez odbicie nazwy polskiej konstrukcji Black Pearl. Żałuje, że tego ostatniego nie mam jak porównać, gdyż zwyczajnie go nie znam.

Punkt odniesienia.

Punktem wyjścia do porównywania Srebrnej Perły był oczywiście Lovely Cube, z początku w obydwu wzmacniaczach siedział OPA2228p jednak doszedłem do wniosku, że jak porównanie ma dotyczyć autorskich modyfikacji to wróciłem w LC do OPA2134 na nim mój sprzęt wrócił do większego zrównoważenia. Stockowy LC na OPA2228p w obrębie cech grania klonów jest można powiedzieć przeciwieństwem sposobu grania SP. Efekt uzyskany na OPA2134 to też odmienne granie, ale już barwą i zrównoważeniem bardziej przybliżone. Na takim zestawieniu głownie będę się opierał – wychodząc z założenia, że może nawet bardziej liczy się aplikacja i zamysł autora niż klasa wzmacniacza operacyjnego.

W testach staną obok również Objective2 i wyjście słuchawkowe FiiO X5, lecz nie bardzo będę w tym temacie się rozwijał, gdyż to trochę inna kategoria urządzeń.

Towarzystwo.

Źródło: FiiO X5 (DAP-DAC 2.03b | USB- DAC 1.61/2.23), Hifimediy U2, Aune PCM1793@Johnys mod, iPure-i20@T4G.  
Transport:  FiiO X5 (DAP-DAC 2.03b | USB- DAC 1.61/2.23), Hifimediy U2, iPure-i20@T4G.
Kable: Cordiale na neutrikach, AudioNova @ miedź posrebrzana, dwa IC Perula.  
Słuchawki: Denon AH-D600, AKG  K241, Superlux HD-330, Jbuds J2, Perul pack 😀  
Muzka: Różna, różniasta, np. HDtracks sampler 2014

Ogólne moje wrażenia odnośnie zestawień i synergii są takie, że:

1) Silver Pearl wyraźnie różnicuje charakter towarzyszących urządzeń np. można sobie posłuchać jak grają nasze transporty, wrażliwy jest również na IC i kable słuchawkowe, które podmieniamy. Jednak można powiedzieć, że poziom jego grania nie waha się tak bardzo jak w Lovely Cube. Tzn. dużo ze swojej dobroci ma już w sobie, wnosząc ze sobą pozytywne efekty. Love Cube natomiast musi dostać odpowiedniej klasy sygnał, lub złapać dobrą synergię, aby pokazać coś więcej.

2) Tym samym Srebrzana Perła pomaga słabszym nagraniom zagrać trochę lepiej z trochę lepszą separacją, lepszą rozdzielczością, podczas  gdy Lovely Cube nie penetruje tak słabszych nagrań, przez co dźwięk wtedy jest mniej wyrazisty i czasem ciężko się domyślić, czy ten sprzęt jest w czymś lepszy od jakiegoś podstawowego źródła. Natomiast jeśli LC dostanie dobry sygnał to potrafi wtedy równać się z SiP.

3) Co wynika z dwóch poprzednich punktów, ano to, że trzeba pokombinować i znaleźć najlepszą synergię dla siebie. Mając różną prezentacje LC i SiP będą się sprawiać w trochę innych zestawieniach. Choć mogę powiedzieć, że SiP wydaje się lepszy w pewnych sprawach technicznych i przy słabszym materiale. Natomiast  w synergicznym zestawieniu, na dobrym materiale LC też kopie tyłek i ma swój urok grania.

Filozofia i Manieryzmy. 

Maciux na swoim blogu http://www.dzwiekozerca.blogspot.com porównał Silver Pearl do O2 nazywając go jego rozwinięciem. Kilka słów jak ja to widzę.

Objective2 – Został stworzony, by dać jak najczystszy i poprawny dźwięk jak najniższym kosztem. Przyjmuje do wiadomości parametry O2, zgadzając się, że to one odpowiadają za jakość dźwięku. Jednak miałem wątpliwości, czy czegoś nie pominięto po drodze, moje wrażenie się utwierdziło, gdy posłuchałem The Wire. Nie znam szczegółowego wyjaśniania , gdyż nie jestem ekspertem, a literatur fachowa mnie na razie nie pociąga, ale możliwe jest to, że został pominięty aspekt współpracy ze słuchawkami (to znaczy jak się zachowują w danym układzie) i/lub standardy zostały za nisko postawione. Dalej uważam, że O2 w swojej cenie i zastosowaniu jest świetny, daje to co lubię,  jest swobodny, ale akuratny w dźwięku, dość wyrównane pasmo, choć w pewnych porównaniach do wyższej półki prezentacja jest lekko ocieplona i skompresowana. Nie próbuje on nic robić sam z siebie, raczej żywo reaguje na to co dostaje od źródła. Do pełni szczęścia brakuje mu trochę precyzji i rozdzielczości na skrajach pasma, oraz w porównaniu do innych konstrukcji potrafi odstawać mniejszą sceną.

Lovely Cube – Nie znam oryginału tej konstrukcji (firmowego Lehmanna), ale wydaje mi się, że każdy kto posłuchał jakiegokolwiek klona domyśli się, że to co przyciąga ludzi do niego to „naturalność” przekazu, przy zachowaniu wysokiej jakości dźwięku. Tutaj naprawdę można go kojarzyć z O2, gdyż w dźwięku jest mnóstwo swobody. Według mnie jakość w większości aspektów jest lepsza niż na O2 (większa scena, lepsza separacja, więcej mocy), z tą różnicą, że jest tu już więcej manierymu. Ta naturalność barw w dźwięku moim zdaniem może mieć związek z charakterem basu, który nie jest tak punktowy i lekki jak w O2. Ciężko opisać granie LC, bo jest zarówno czystsze, jak i bardziej naturalne dla ucha.  Dla mnie ważną cechą jest to, by wzmacniacz się nie narzucał swoim sposobem grania, a bardziej potrafił oddać to co jest w muzyce – klon właśnie taki jest, nie próbuje pokazać, że jest i coś poprawia, ale jak już coś robi to robi to dość dobrze. Sam po wypowiedziach ludzi i autora oraz własnym odsłuchu dochodzę do wniosku, że chińczyk swoją wersją „kostki” chciał uzyskać jak najbardziej neutralny przekaz z jak największą sceną w granicach możliwości tej konstrukcji.

Silver Pearl – Myślę, że Perul wybrał akurat tą konstrukcje z powodów podobnych do moich: ze względu na moc i wszechstronność zastosowania, oraz oczywiście jakościowo dobry dźwięk. To co jednak uczynił z tym wzmacniaczem jest moim zdaniem odejściem od koncepcji Lovely Cube i O2. Nie można  już mówić tu o bezwzględnej neutralności. Selektywność oczywiście została, może nawet się poprawiła, ale maniera się wyraźnie zaznaczyła. Pokrótce można powiedzieć, że jego filozofia nie jest nastawiona w stronę wielkości sceny i neutralnej barwy. Tutaj chodzi o precyzyjne i holograficzne rozmieszczenie pozornych źródłem dźwięku na scenie, ich poukładania, a wszystko przy gładkości przekazu, autentyczności barw i faktur, tzw naturalności. To są oczywiście smaczki, ale wyraźnie odróżniające szkołę grania LC od SiP. Więcej o dźwięku poniżej.

Posłuchajmy poezji.

Tak jak już pisałem jakość dźwięku jest bardzo dobra. Słuchawki nie mają problemu z rozwinięciem skrzydeł, wszystko jest ładnie odseparowane i rozdzielcze, nic się nie gubi. Słychać to szczególnie na słabszych i średnich nagraniach dźwięk robi wrażenie bardziej efektownego i lepszego od LC, nie jest to przepaść, raczej dająca się usłyszeć poprawa: jest większa głębia, lepsze poukładanie źródeł dźwięku, większa kształtność rozchodzenia się fali akustycznej, bardziej rozdzielcza góra.

Przy ogólnej ocenie trzeba zaznaczyć, że część z tej „efektowności” wynika z prezentacji dźwięku. SiP gra bezpośrednio idąc w głąb, pierwszy plan jest blisko i po kolei są rozkładane następne. W LC jest na odwrót, scena jest jakby większa, bardziej otwarta, dźwięk dochodzi do nas z dystansu. Czyli w SiP rozchodzi się od nas w głąb, a w LC z głębi w naszą stronę. Na lepszych realizacjach ta różnica w prezentacji może nie raz działać na korzyść LC, wtedy nie ma problemu z poukładaniem dźwięku, nic się nie zlewa i dostajemy naturalny przekonywujący przekaz.

SiP w porównaniu do LC jest lepiej wypełniony i ocieplony, podbity na mid-basie. LC szczególnie z OPA2228p zaznaczony jest raczej na niskim basie, bez podbijania średnicy, która jest nie tak barwna i naturalna jak w SiP, ale czystsza i szybsza. Dlatego do LC pasują bardziej ocieplone źródła i słuchawki, a SiP preferuje bardziej neutralne i chłodne. Chociaż ostatecznie oba wzmacniacze są dość wszechstronne.

Moim zdaniem siła SiP leży nie tylko w kreowaniu dobrej przestrzeni. Przede wszystkim jest to wzmacniacz, który urzeka smaczkami brzmienia. Tutaj (to też według gustu i zgrania) moim zdaniem też przewyższa Lovely Cube i w ogóle jest wart uwagi. Cały przekaz ma w sobie taką naturalność, powietrze jest przepełnione spokojem, efekt podobny jakbyśmy byli w bardzo dobrze wytłumionym pomieszczeniu i mogli słyszeć prawdziwość przekazu bez znoszących się odbić fali akustycznych.

Na LC jest trochę tak jak byśmy słuchali w kościele, jest czysto jest dużo powietrza, ale dźwięk jest taki pusty stojący, martwy (trochę wyolbrzymiam, aby było wiadomo o co chodzi). A słuchając Silverka można się poczuć jak w dobrym studiu nagraniowym, lub na powietrzu. Też jest dużo tlenu w przekazie, ale barwy i dźwięki żyją. Nie ma w nim ani odrobiny cyfry, jest naturalnie i gładko, bez zbędnych pogłosów – analogowo.

Jeśli się skupimy to dostrzeżemy inny sposób wybrzmiewania dźwięków/instumentów – niezwykły i przekonywujący. Pierwszy raz w sprzęcie odtwarzających słyszę instrumenty dęte, które mają jednocześnie odpowiednią metaliczność i zadziorność, chropowatość, ale mimo to są przekazywane dalej w sposób gładki i organiczny. Tak (macie rację) tutaj sobie trochę fantazjuje, ale efekt jest naprawdę ciekawy i przyjemny.  Na trąbkach się nie kończy, bo to dotyczy wszystkiego. Wokale nie są w typowy sposób ocieplone, czy słodkie, a po prostu bardzo dojrzałe i przyjemne, gitara akustyczna brzmi pełną barwą w urozmaicony sposób, wszystkie cymbałki, dzwoneczki, trójkąty są czyste i szczegółowe, wybrzmiewają z odpowiednią zrównoważoną szybkością.

Koniec końców, różnice między wzmacniaczami nie są takie duże, ale dla smakosza mogą mieć ogromne znaczenie. Jakby ktoś chciał maksymalnie neutralny i analityczny wzmacniacz to poleciłbym The Wire (technicznie będzie lepszy, choć wiadomo, że nie zawsze o to chodzi), a jeśli chodzi o wzmacniacz do zwykłej przyjemności słuchania, najbardziej naturalny, analogowy i sympatyczny, to nie poznałem lepszego od Silver Pearl. Żałuje tylko, że prócz K241 nie miałem żadnych bardziej wymagających słuchawek. Nie mam też bardziej zaawansowanych technicznie nauszników , a wydaje mi się, że korzyści z takiego wzmacniacza mogłyby być tylko większe.

Cały tekst to takie subiektywne bajdurzenie  i nie należy tego brać jako prawdę absolutną, opisy są aktualne tylko dla mnie i tylko w tej chwili. Warto też wziąć pod uwagę w jaki sposób oceniam takie sprzęty i co biorę pod uwagę – subiektywnie o różnicach między wzmacniaczami.

To by było na tyle.  

Sam się dziwie jak bardzo można się rozpisać o samym wzmacniaczu.  Przy samym testowaniu różnych połączeń było jeszcze więcej roboty. Silver Pearl (jako druga sztuka właściciela) jest na sprzedaż, więc teoretycznie mógłbym go kupić i dłużej się nim nacieszyć. Jednak sam już dawno postanowiłem iść w minimalizacje i nie mam wymagających słuchawek, więc taki sprzęt by się u mnie większość czasu marnował. Przy okazji chciałbym podziękować jeszcze raz właścicielowi tej zacnej perełki za udostępnienie jej do odsłuchu. Dzięki Perul. Nie wierzę w ocenianie i pozycjonowanie sprzętu, więc żadnych znaczków dodawać nie będę. Sprzęt się sam obroni wystarczy posłuchać. Taki dźwięk określiłbym jako bardziej dzieło sztuki niż bolid na torze.

Reklamy