No właśnie – na przekór logice. Bo po co do cholery kolejna, trzecia już recenzja o „cytrynce”? Bo jak lampa może się spodobać mi, „scenolubowi”. Owszem – uwielbiam naturalny, ciepły, analogowy przekaz, ale nienawidzę mułu i zagęszczenia. Kiedy między intrumenty włazi dym z papierosów albo znienawidzony w przedszkolu kisiel. Po cholerę mi ten sprzęt…

Nikt się nie zgłasza więc odpowiem sobie sam 🙂

Co do trzeciej recenzji Cytryny na Muzostajni – a czemu nie? Czemu Muzo ma być sztampowa? Czemu wierzyć jednemu recenzentowi, który ma tylko jedną parę uszu, jeden mózg i swój osobisty gust? Jeszcze do tego ten gust jest do bani… 😛 No ale ok – o gustach się nie dyskutuje:) Właśnie po to kolejny tekst – jak urządzenie jest ciekawe (dobre czy nie to kwestia wtórna) to warto go poddać opinii wielu, aby summa summarum każdy z czytelników mógł wyciągnąć jak najbardziej obiektywne wnioski.

A po kij ten sprzęt przyszedł do mnie? Bo… to może od początku…

Pewnego pięknego lipcowego dnia przeglądam zaprzyjaźnione, wręcz me macierzyste forum audio i natrafiam na zachwyty nad lampowym DACiem. Potem patrze jest pierwsza recka w Muzo… bach drugi tekst. Potem inny blog i znów. Pomyślałem, że niezły hype… każdy z recenzentów pisze, że go kupił po testach. No ale czemu nie. Hybryda we wzmacniaczu Music Hall PH25.2 udowodniła mi, że da się zaimplementować lampy bez znienawidzonych przeze mnie skutków ubocznych. To może da się też w DACu? Może w końcu znajdę następcę dla swojego tranzystorowego przetwornika, którego mimo że bardzo lubie to jednak wady w nim widzę… Tak wykonałem telefon do Tomka vel ‘Cytryniarz’ i poza zgłoszeniem zainteresowania odsłuchem pytam co go wyróżnia, że ma grać inaczej niż inne lampiaki? No i na spokojnie wytłumaczył… dla chętnych na końcu niniejszej recenzji właśnie informacje techniczne od Tomka.

Wracając jednak do mojego, osoby nie do końca ogarniętej w technicznych aspektach lampizacji, wywodu…

Otrzymałem, otworzyłem, ujrzałem

Do testów otrzymałem Citrone Combo (Tube DAC + AMP). Tomek zastrzegł, że wzmak w tej konstrukcji jest robiony na szybko na prywatne potrzeby – nie jest dopieszczony pod względem użytych elementów i jest zestrojony pod słuchawki o impedancji 50-70ohm.

Sam sprzęt prezentuje się godnie – jeśli lubi się czołgi na drewnianej lawecie 🙂 Ja lubię – prosto, solidnie i oryginalnie. Z drewna i metalu… żadnego plastiku, szpachli czy kleju. Wykonanie na dobrym poziomie, mimo że testowy egzemplarz robiony „pod siebie”, a nie z dbałością dla klienta końcowego. Klocek swoje waży, stąd wymaga odpowiedniego dla siebie miejsca, a nie stawiania go na szczycie naszej „wieży”. Na przedzie dumnie prezentują się cztery lampki 6N1P-EW – sparowane odpowiednio na sekcje DACa i ampa. Na froncie znajduje się gniazdo słuchawkowe, wygodny, spory skokowy potencjometr i dwa przełączniki (wybór źródła oraz wyjścia). Z tyłu wejście RCA oraz dwa cyfrowe (USB i coax) oraz wyjście RCA. Włącznik na górze obudowy.

W urządzeniu zaimplementowany jest przetwornik Cirrus Logic CS4398, natomiast wejścia cyfrowe obsługują kolejno  sygnały 16/48 (USB) i 24/192 (Coaxial).

IMG_8927IMG_8932IMG_8981IMG_8979

Pooglądałem, postawiłem, podłączyłem

Zanim dojdziemy do dania głównego troszkę o akompaniamencie. Urządzenie testowałem głównie w funkcjonalności DACa (dlaczego – o tym później) w akompaniamencie przede wszystkim:

Źródło: laptop, iBasso DX50

Wzmacniacz: Music Hall PH25.2, Rapture AMP

Słuchawki: Beyerdynamic dt990 Edition 600ohm, Sennheiser HD800, Hifiman HE-500, Denon D600

Kabelki: Srebro solid core 6N, Audeos Gold Reference, Nordost Red Dawn.

IMG_8924_okrojone

Za udostępnienie słuchawek do testów podziękowania i pozdrowienia dla kolegi Rev92!

… posłuchałem

Koniec zanudzania… jak to gra?

Na początku chciałem ocenić całe pudło w okazałości. Mówiąc krótko niestety po podłączeniu zarówno dt990 jak i HD800 wzmacniacz podawał mocne zniekształcenia przy głośnościach, na których słucham normalnie. Owszem – ściszenie je niwelowało acz uniemożliwiało rzetelny test. Przy HE-500 było znośniej… ale nadal dla mnie nie dostatecznie, aby podjąć się oceny tej sekcji urządzenia. Z Denonami D600 współpracował już poprawnie (choć lekko brumił), lecz że je mam przypomniałem sobie w ostatnich godzinach testu. Stąd nie starczyło mi niestety czasu, na dogłębny test, acz pewne wnioski udało mi się wyciągnąć.

Urządzenie jako całość gra niezwykle soczyście i barwnie. Nie jest to jednak ciepła klucha. Mimo wypełnienia i masy gra bardzo równo i zdyscyplinowanie. Bas jest miękki, ale nie mulący. Góra piękna, naturalna. Nie ma cyfrowych nalotów, takiego sztucznego „skrzenia”. Jest raczej z tych co blachy przedstawiają jako blachy – solidne i grube… a nie jak folia śniadaniowa wpadając w gigahercowe wibracje i siejąc nimi gdzie popadnie. Napisałem, że urządzenie gra bardzo równo… acz czasem miałem wrażenie faworyzowania średnicy. Nie mam tego za złe gdyż jest ona cudowna – gładka i wypełniona, a zarazem dostatecznie rozdzielcza i swobodna. Nie czułem tu żadnego zlepku dźwięków czy zagęszczenia sceny. Acz trzeba przyznać, że scenicznie akurat Denony są bardzo ciekawe i trudno je tu zepsuć 🙂 Zapowiadało się ciekawie, więc sam żałuje, że tak krótko, a zwłaszcza że nie udało się z wyższej klasy słuchawkami…

Muszę jednak zaznaczyć, że z tego co wyjaśniałem z Tomkiem kwestia przesterów na moich wymagających słuchawkach nie jest wadą urządzenia, a jego cechą. Wzmacniacz ma specyficzną konstrukcje, która z założenia jest dostrajana pod konkretne słuchawki Klienta. Nie jest uniwersalna, że obsłuży wszystko co wepniemy od 16 do 600ohm. Także zamawiając Citrone Combo (DAC+AMP) musimy mieć to na uwadze. Tomek oferuje wersje z przełącznikiem, lecz ze względu na jakość dostępnych na rynku komponentów sugeruje maksymalnie dwie pozycje „strojenia”.

Jak natomiast poradziła sobie Cytrynka w roli przetwornika cyfrowo-analogowego?

Bardzo fajnie. Niby taka stereotypowa lampa – barwna, ciepła, wypełniona – ale jednak nie. Gdyż nie zaznałem tu skutków ubocznych jakie często mnie irytują w takich konstrukcjach!

Citrone Tube DAC, podobnie jak pisałem o urządzeniu jako całości, zachowuje zdrową równowagę tonalną – z wrażeniem lekkiego faworyzowania średnicy, zwłaszcza w stosunku do góry. Nie jest ta góra nieobecna czy przyciemniona, ale ta analogowość, grubość np. wspomnianych talerzy czasem wycofuje ją nieco wgłąb sceny. Dla mnie osobiście jest to idealne posunięcie. Daje naturalny przekaz, bez cyfrowego nalotu – takiego sztucznego wyciągania góry na szczyty aż uszy krwawią:) Acz muszę o tym wspomnieć, gdyż wiem, że pewne osoby mogą to uznać za wycofanie i przyciemnienie. Natomiast dla tych co lubują się w takim strojeniu przestroga, aby nie dodawać do tego kolejnego klocka z przyciemnioną górą – bo może być już za dużo. Więc jak najbardziej transparentny w tym zakresie wzmak mile widziany. Dodać należy, że pomimo tego charakteru góra nie traci na rozdzielczości i szczegółowości. Nie ma tu mowy o „glutkach”.

Średnica to kolejna mocna broń Citrone Tube DAC. Jest bajecznie barwna, a do tego niesamowicie gładka. Aksamitna. Wokale są niczym najlepiej zestrojone instrumenty – bez żadnego fałszu. Eksponowane są na należnym im miejscu czyli na przedzie sceny (oczywiście jeśli tak zakłada nagranie). Znów mam poczucie nieco wyjścia średnicy przed szereg – zwłaszcza jej niższych i środkowych pasm, trochę zapominając o wyższych (co daje obraz nieco przyciemnionej średnicy). Daje to owszem ten czar, ale brakowało mi trochę zadziorności. Instrumenty mają odpowiednią (na pewno nie przesadzoną) masę, wokal jest bardzo pełny. Pięknie, dostojnie i bardzo łagodnie prezentowana jest każda nuta, bez żadnej agresji, ostrości czy sykliwości, ale… Ale brakuje mi troszkę tej kropki nad ‘i’ zwłaszcza w gitarze – zarówno akustycznej jak i elektrycznej. Tego pociągnięcia nieco wyżej, tego poczucia początkowego szarpnięcia struny oraz tego ostatniego wydźwięku.

Dół natomiast jest dokładnie jak lubię. Dobrze kontrolowany, ale miękki. Nie sztywny, zdyscyplinowany, żołnierski. Ale też nie budyniowaty. Taki w sam raz. Kiedy trzeba się skończy, kiedy trzeba pomruczy. Kiedy trzeba będzie kartonem, a kiedy trzeba grzmotem pioruna. Czasem brakowało mi nieco niższego zejścia, acz to już może być subiektywna potrzeba mojej osoby.

Pomimo tej dostojności, łagodności, barw i wypełnienia (to są słowa co mi pierwsze przyszły na myśl po włączeniu Citrone Tube DACa po raz pierwszy), jak wspomniałem nie odnalazłem tu jakiś dużych skutków ubocznych takiego strojenia. DAC gra bardzo czysto i z bardzo dobrą rozdzielczością. Pamiętam kiedyś testując Peachtree DAC itx zachwycałem się jego barwami… acz poległ nieco w kwestii właśnie rozdzielczości, mikrodynamiki. W Cytrynce nic takiego nie zaznałem – wywarła na mnie pod tym względem dobre wrażenie. To samo dotyczy generowanej sceny i ogólnie holografii. Nie słyszałem urządzenia z tak dopasowaną pode mnie barwą, które grałoby jednocześnie z taką sceniczną swobodą. Scena jest trójwymiarowa. Szeroka i bardzo mocno różnicująca głębię. Instrumenty są porozstawiane bardzo precyzyjnie i nie ma problemów z ich lokalizacją. Pomiędzy natomiast sporo powietrza. Nie jest to próżnia, zupełnie czarne tło, a trochę zadymione. Może nie „Mocnymi bez filtra”, a papierosami „eko- elektronicznymi”, ale jednak. Acz jest bardzo dobrze. Brzmi to spójnie i przyjemnie, a dzięki dobrej holografii ze sporą ilością powietrza całość oceniam na prawdę pozytywnie. Nieco lepiej wypada pod tym względem wejście Coax niż USB. Jest minimalnie bardziej przejrzyście co daje wrażenie jeszcze zwiększenia sceny i większej swobody.

Z czym to się je

W kwestiach synergii jak wspomniałem Citrone DAC zasługuje na jak najbardziej transparentnego kompana. Sam kreuje tak genialny obraz jako całość, że ingerencja nie jest tu potrzebna – a nawet może zaszkodzić. Co prawda barwowo podobało mi się zarówno na Music Hallu jak i na Rapture – acz ze względu na dynamikę, szybkość i jeszcze większą czystość i swobodę sceniczną to z Rapture słuchało mi się najprzyjemniej. Na pewno Cytrynce nie posłuży spowolniony wzmacniacz, zwłaszcza masywny… może to się szybko po prostu przejeść i wyjść bokiem…

Natomiast jak wypadły poszczególne słuchawki? Tak już pokrótce bo dużo wynika z samego opisu charakteru DACa.

Najbardziej naszego bohatera polubiły Sennheisery HD800. Po przekroczeniu pewnych poziomów głośności te słuchawki stają się agresywne i nie do słuchania. Citrone ten moment opóźniał, za co mu chwała. Łagodził ich zapędy do przebicia bębenków słuchowych w ostrzejszej muzyce.

Z natury słodkie dt990 edition 600ohm natomiast… niespodzianka! Też go polubiły. Bałem się o to połączenie, że będzie za dużo dobrego. Że się zmuli, zaolei. Że góra zniknie. Nic z tych rzeczy. Zwłaszcza na Rapture. Jest to duży moim zdaniem komplement dla Citrone! Acz z beyerami wolę jednak swój domowy zestaw z rDac na źródle. Jest czyściej, szybciej i bardziej rozdzielczo.

W przypadku Hifiman HE-500 mam już zagwozdkę. Acz jest to zagwozdka mała, gdyż między dobrym a lepszym. Citrone dodawał słuchawkom wypełnienia (co w przypadku słuchania ich na fabrycznym kablu się bardziej niż przydaje – a taki zestaw miałem jedynie do dyspozycji) i barw. Acz brakowało nieco szybkości. Jechaliśmy wspólnie z koncertem Godsmacka… ale czuć było, że powinniśmy jechać szybciej. Nie jest to jednak tak mocna potrzeba, jaką odczuwałem w przypadku dt990, stąd pozostałe walory Citrone przechylają tu szale na swoją stronę.

Nie mogę posłuchać a chcę wiedzieć

Ponieważ sprzęt jest dość niszowy może warto zestawić go z czymś dużo bardziej popularnym – dla punktu odniesienia. Czyli powoływany już wcześniej rDac. Choć też nie zwykły rDac, acz zmodyfikowany (wymiana wszystkich kondensatorów elektrolitycznych) i napędzany przez zasilacz z regulatorem od TeddyPardo.

Citrone Tube DAC to zdecydowanie dźwięk bardziej analogowy (normalnie odkrycie roku!) niż rDac. Jest bardziej gładko i słodko, tak dostojnie. rDac gra agresywniej, bardziej konturowo, co czasem daje poczucie nerwowości.

Citrone gra także równiej, przy nim w rDac wychodzi nieco granie w stylu V… choć może nawet nie V, a z nieco podbitym dołem i tą najwyższą górą (pół V pół U 🙂 ). Dół Citrone mimo, że bardziej miękki niż w rDac nadal jest mocno trzymany w ryzach. rDac schodzi za to niżej, acz bardziej twardo prezentuje to pasmo. Ilościowo też jest go jak wspomniałem w rDac więcej. Gitary są w rDac masywniejsze – basówka, niższe partie elektrycznych – podobnie jak duże strunowce czy fortepian. Oba urządzenia brzmią tu dobrze, acz równiej i neutralniej wypada Citrone. Natomiast potwierdza się tu moja teza o braku u niego pazura, małym braku na wyższej średnicy. rDac jest bardziej zadziorny, wykańcza instrumenty z należytym im blaskiem. Skoro przeszliśmy do średnicy to wokale. Na Citrone wokal zdecydowanie prezentowany jest bardziej z przodu. Jak to w lampach ten wokal jest słodszy i cieplejszy. Góra natomiast to mocny punkt Citrone. Jest piękna, zaokrąglona, bez żadnych (dla mnie sztucznych) naleciałości typu zapiaszczenie, szelesty czy sztuczne wyciągnięcie ku niebiosom. W rDac na tle tego przeciwnika nieco czuć te artefakty. Idzie ta góra wyżej, ale jest nieco ostrzej i właśnie czasem zbyt „cyfrowo”.

rDac jest jednak w tym pojedynku szybszy i gra z większą rozdzielczością, co zwłaszcza uwypukliły dt990 i troszkę HE-500. Może taki efekt daje większy pazur (czyli de facto mniejszy w Citrone przez te minimalne braki wyższej średnicy). Także dzięki czystszemu tłu i większemu napowietrzeniu holografia jest moim zdaniem na wyższym poziomie. Lokalizacja źródeł jest precyzyjniejsza, przez co scena wydaje się szersza, co się akurat w moje gusta bardzo wpisuje (zwłaszcza, że nie jest rozdmuchana sztucznie). rDac natomiast nie różnicuje tak planów w głąb. Są one bliżej siebie niż u Cytrynki.

Należy zaznaczyć, że nie znalazłem żadnego aspektu gdzie byłaby przepaść między DACami. Tam gdzie jeden był lepszy nie znaczy, że drugi nie był i tak bardzo dobry. Bardziej w tym momencie rozchodzi się tu o preferencje i synergię z resztą toru…

Podsumowanie

Nie ma co się rozwodzić. Ze względu na problemy z sekcją wzmacniacza trudno mi się odnieść ostatecznie do Citrone Combo. Jednak dla miłośników lampowej, naturalnej barwy, grania dostojnego, łagodnego i przystępnego Citrone Tube DAC to obowiązkowa pozycja na „krótką” listę do odsłuchów. Jak każdy sprzęt ma swoje wady… ale w tej cenie moim zdaniem są one minimalne w stosunku do prezentowanych walorów. Zwłaszcza, że całkiem możliwe, że wady te są do dalszego skorygowania poprzez wymianę lamp – acz sam nie miałem możliwości więc nie będę ‚hipotetyzował’. Pewne jest jednak, że jest to bardzo prosty sposób aby pokombinować z ostatecznym brzmieniem i doszlifować je pod swoje upodobania. Choć to co zrobił Tomek w „serii” może być trudno pobić 🙂

Z mojej strony pełna rekomendacja!

Ceny:

Citrone Tube DAC: 1900pln netto w wersji podstawowej z lampą 6n1p-ew lub RFT ECC81

Citrone Combo (Tube DAC + AMP): tylko na indywidualne zamówienie – od 4500pln

 

Dla cierpliwych trochę technikaliów – czyli dlaczego ta lampa nie muli 🙂

Tak na prawdę Tomek mi to tłumaczył… acz boję się, zę wszystko bym przekręcił. Stąd poprosiłem samego kontruktora o parę słów komentarza. Zapraszam:

Citrone to nie jest standardowa Lampizacja SRPP.
W Citrone Sygnał wyjściowy ma impedancję 65 kOhm . W „normalnych układach”lampzacji” czyli wspólna anoda katoda SRPP (kaskada) impedancja sygnału jest na poziomie 600 Ohm. z równania reaktancji wynika, że przy tej wartości kondensator musi mieć minimum 2,2 uF do 4,7 uF. Żeby przenieść najniższe częstotliwości rzędu 20 Hz . Przy impedancji 65  kOhm , ta wartość zmienia się na 100nF . 
Podstawowym problemem w układzie kaskadowym SRPP jest wysoka pojemność kondensatora. Jest on niedoładowany, zamula średnie pasmo i szarpie bas. Sprawia też wiele innych problemów jak przesunięcia fazowe. Ale nie w Citrone. Tutaj jest kondensator sprzęgający o pojemności 100 nF, który jest idealnie doładowany. Ta wartość daje pole do popisu w zastosowaniu wielu różnych typów kondensatorów, które kosztują bardzo nie wiele (dla przykładu 100 nF /250V Vishay kosztuje 1,5 zł sztuka 🙂 ).
W torze lampowym jest wszystko dobrane optymalnie pod tą konstrukcję. W pcb DAC też nie stwierdzam jakiejś biedy, są porządne elementy (jak rezystory metalizowane 1%, firmowe kondensatory, oryginalne układy cirrus logic). Tor cyfrowy spdif jest na wysokim poziomie. 
Transformator jest od sprawdzonego dostawcy Audio-Design, zaprojektowany z 100% zapasem mocy w wersji audio. Są filtry pasywne na zasilaniu 230V, które są bardzo rzadko stosowane nawet przez światowe marki audio. Citrone jest dopracowane, nie wymaga żadnego modowania i poprawek. Można zastosować lepsze gniazda rca, podstawki, włącznik – ale to kosmetyka. Chciałem tego uniknąć, żeby nie podnosić ceny urządzenia. Robiłem próby na bardzo drogich rezystorach foliowych 100 zł sztuka, nie było żadnej różnicy, dlatego że układ lampowy rządzi się innymi prawami jak tranzystorowy. Jest to układ drgający jak gumka rozciągnięta w rękach. W tranzystorach najważniejsza jest symetria układu tam każda duperelka ma duże znaczenie, zwłaszcza rezystory i stabilizatory. Tam problemem jest też jakość samych tranzystorów – te najlepsze kosztują po 1000 zł sztuka. W układzie lampowym jak za dużo napchasz elementów stabilizacji, kondensatorów, to dźwięk będzie zamulony i kluchowaty. Tu nie można kombinować 🙂 Ma być jak najprościej wtedy gra – dowodem jest Citrone 🙂

Reklamy