Moja audio-głupota, czyli jak tracić pieniądze na tanich słuchawkach

Po piekielnej burzy, która oczyściła nieco rozgrzane powietrze, naszła mnie wena na niedługi tekst o mojej osobistej małej audio-głupocie.

Na początek pokuszę się jednak o bardzo nieprofesjonalne i odwiecznie kontrowersyjne uproszczenie, czyli racjonalność zakupów w pigułce: Tak pokrótce, to chyba powinno chodzić o wydanie jak najmniej za jak najbardziej satysfakcjonujący nas sprzęt, prawda? Znajduję na przykład takie słuchawki, które pozwalają mi cieszyć się muzyką bez krzywienia się tu i ówdzie, bez marudzenia, co można poprawić. Po prostu wciskam „play”, pojawia się muzyka, a ja już tylko uśmiecham się półgębkiem i odpływam. W tym momencie wydatki się kończą i życie jest piękniejsze. Proste.

Jednak człowiek, to takie trochę durne zwierzę i często czuje potrzebę szukania czegoś więcej, sprawdzania co leży dalej. Niewątpliwie jest to bardzo pożądana cecha, pod warunkiem, że z dzidą poszukuje się nowych terenów łownych oraz schronienia przed dzikimi drapieżnikami. Natomiast w sferze obecnej konsumpcji i wygodnictwa, a wręcz pewnej cywilizacji, gdzie z powodu braku nowego sprzętu się nie umiera, chodzi o niewiele więcej niż wydanie pieniędzy, a najbliższym zagrożeniem jest wściekła żona/dziewczyna/inny demon wcielony, to już niekoniecznie.

Mamy więc grupę ludzi, których mniej lub bardziej pejoratywnie określa się audiofilami. Gonią tacy za nowym, wydają majątki dla delikatnej poprawy czy też zmiany w jakimś zakresie. Szukają czegoś, co da dodatkową podnietę zmysłom. A że należy do tego dołożyć kolejny tysiąc, albo sto tysięcy? Ważne, że przez chwilę jest dodatkowa uciecha.

Jednak mimo tego szaleństwa, mogę to zrozumieć – stać kogoś, to kupuje by sprawić sobie przyjemność. W końcu skoro można pakować kasę w sportowe samochody by oglądać je w garażu, czy sprawdzać godzinę na zegarkach o wartości mieszkania, to czemu nie podniecać się drogim audio? Niekoniecznie jest to zdrowe, ale ponownie – w pewien sposób zrozumiałe.

I tu skieruję się na swą nieskromną osobę. W ostatnich trzech latach nabyłem przyzwoity tor słuchawkowy, w takim budżecie, na jaki mogłem sobie pozwolić i które mnie satysfakcjonuje. Ot, osoba w tym momencie spełniona, konsumująca pasztet z króliczka, za którym goniła. Nie do końca wykwintnie przyrządzony, ale smaczny.

Jednak mniej więcej w tym samym okresie wylazł ze mnie straszny głupiec. Skoro mam to co mi odpowiada, a na droższe/lepsze i tak mnie nie stać (dokup lepszy DAC, nabądź bardziej wymuskany wzmak, sprzedaj nerkę, przecież masz dwie…), to jak zagospodarować potrzebę poszukiwania nowego? Cóż, można zawsze pójść w drugą stronę i kupować rzeczy tańsze, a przy tym gorsze. W końcu ile to jest 20-30 złotych za parę słuchawek? Pizza i jeden napój gazowany mniej. Nie dość, że jest coś nowego do słuchania muzyki, to w bonusie oszczędność dla zdrowia!

I się zaczęło… Przynajmniej dwie-trzy pary słuchawek miesięcznie, od 3 do 10 dolarów za dokanałowe, 10-20 za nauszne. A że chiński rynek ma tego masę, to było w czym wybierać. W opisach producentów, po prostu same cuda i sprzęt hi-fi za piątaka.

Jednak ze mnie jest człowiek wystarczająco biegły w świecie dźwięków, by w bajki reklamowe nie wierzyć. Przyjąłem więc metodę pozwalającą na wyłowienie perełek: jak słuchawki na zdjęciach nie wyglądają źle, to biorę. Jak ktoś kłamie w notkach promocyjnych, a na fotografiach jego sprzęt wygląda jakby miał się zaraz rozpaść, to nie czuję do niego zaufania.

Co prawda zawsze towarzyszył mi pewien strach przed zabawą z materiałami wywołującymi raka od samego patrzenia, ale jest ryzyko, jest przyjemność.

O dziwo niewiele modeli od razu lądowało w śmietniku, prezentując poziom uniemożliwiający słuchanie muzyki. Większość była na tyle znośna, że rozdałem je po rodzinie i znajomych zamieniając ich popsute lub pierdziawkowe pchełki i dokanałówki jakie podostawali z telefonami lub nabyli w kiosku. Przyznać muszę, że miło jest po pewnym czasie usłyszeć „Pomóż! Moje stare słuchawki się popsuły! Jakoś tak źle bardzo grają…” – daje to człowiekowi poczucie dobrze spełnionej misji 😉

W bonusie od czasu do czasu zdarzały się mniejsze lub większe skarby. Sprowadzając pierwsze Awei i rzucając je dalej do odsłuchów, nie spodziewałem się, że koniec końców wylądują na naszych sklepowych półkach. Pierwsza seria JBM MJ800 dawała ostro popalić wszystkim słuchawkom do 100 zł, a i dziś nie mają się czego wstydzić poza producentem, który pewnie tnąc koszty popsuł swój produkt. Albo takie malutkie XkDuny KC-M700: uwielbiane przez płeć piękną, bo wyglądają jak biżuteria, a potrafią ładnie zagrać w przebojach radiowych.

Okazało się jednak, że okolice 10 dolarów są granicą, poniżej której słuchanie na dokanałówkach szybko robi się męczące, a w nausznych kwotę należy co najmniej podwoić.

Cena poszła więc w górę, ilość zakupów w dół, ale dzięki temu nabyłem parę ciekawie brzmiących słuchawek firm Somic i Don Scorpio, tańsze doki Final Audio Design czy od jakiegoś czasu wielbione na pewnym zagranicznym forum Havi B3. A po drodze wpadła mi jeszcze paczka z Singapuru z produktami firmy Hippo, które służą mi dzielnie do dnia dzisiejszego.

Skończyło się więc na tym, że zadowoleni są znajomi, niektóre sklepy, a i ja chwilowo taki byłem – ot, trochę przyjemności dla każdego.

Tylko jak człowiek policzy ile to kosztowało… Przecież to idiotyczne. Mogłem za to kupić dość sensowny sprzęt stacjonarny, jednego z lepszych przenośnych odtwarzaczy czy też drugą parę customów. Okazuje się, że audiofilia dla ubogich wcale taka tania nie jest.

Jednak czy gdym mógł się cofnąć w czasie, to bym coś zmienił? Oczywiście, że tak – skreśliłbym z listy nędzne modele i zamiast nich kupił jakieś inne tanie zagadki 🙂 Bo może i jest to całkiem nieracjonalne, wielu określi nawet przejawem skrajnej głupoty, ale daje to jakąś odskocznię. Jak zjedzenie na mieście hot-doga po niedzieli ze schabowym, młodymi ziemniakami i kiszoną kapustą. Ani to specjalnie dobre, ani zdrowe, ale po prostu nachodzi ochota i już.

Tak więc zostaję przy swoim sprzęcie do słuchania muzyki, a od czasu do czasu dalej będą się u mnie pojawiały takie fast-foody ze świata audio. Przecież nie można być do końca normalnym, bo człowiek by zwariował.

Reklamy

7 Comments

  1. I knew it 😉 genialny felieton, Inszy. A ja cieszę sie osobiście, bo wreszcie poznałem osobę, ktora też kilkanaście par słuchawek – jak ja, tanich, ale niezgorszych, po rodzinie i znajomych, porozdawała 🙂 Witaj, bracie 🙂

    Polubienie

  2. yeeeppp świetny tekst i święta racja ale to znaczy że jest nas już paru którzy dogonili króliczka i są zadowoleni! Ja też mam takie naleciałości żeby kupować coś co u nas ejst mało popularne, inne!

    Polubienie

  3. szacun za takie podejscie… u mnie niestety ciagle bardziej egoistyczne i szukanie o krok dalej…
    ale zauwazam poprawe 😉 juz troche tonuje zapedy 😉
    ps. Inszy – jakie masz customy?

    Polubienie

    1. CA Pro330 v2. Z chęcią bym jednak przywitał jeszcze coś bardziej „z jajem”. Jednak do okazjonalnego słuchania, to chyba szkoda kasy 😉
      I wiesz, ja też szukam krok dalej. Teraz chcę wymienić lampy w Sense G5, D03K zmienić na coś ciekawszego i jeszcze zakupić lepszy (przede wszystkim nie szumiący) wzmak portable. Tyle że nie mam na to ciśnienia – uzbieram z drobnych, to nabędę 😉

      Polubienie

  4. czyli jednak produkty piotrusia (z reszta jak sam mowi naweto o serii music) to bardzo rowne granie – wykopu, nasycenia i funu nieco moze brakowac?
    ponoc dopiero harmony maja audiofilskosc zamiast analitycznosci 😉 boje sie ze za bardzo… jak np. akr03.

    Polubienie

    1. Pro330 od początku były projektowane bardziej pod kątem monitoringu niż słuchania muzyki, więc może czasami brakować kopnięcie na dole. Ja takie granie lubię, ale raz od święta mam ochotę na więcej mięsa.
      Natomiast Harmony raczej nie są w stylu ARK03. Choćby sama góra – ponoć jest wzięta z pierwszej wersji Pro330, a tam była dla mnie rewelacyjnie rozciągnięta (niektórzy narzekali, że za bardzo). Z jednej strony niszczyła słabe nagrania, ale z drugiej, jak odpalałem mój ulubiony koncert skrzypcowy, to od początku do końca ciary, jakby mnie pod bateryjkę podłączyli 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s