Przypływ snów

Już to chyba pisałem, mam bardzo sprecyzowane preferencje muzyczne. Wychowałem się trochę na elektronice (J. M. Jarre), trochę na twórczości M. Oldfielda, z jego epickimi Dzwonami Rurowymi, trochę na Vangelisie, trochę także na E. Morricone.
Później przyszedł czas Queen, w zasadzie dopiero po śmierci F. Mercury’ego. Do dziś pamiętam kasety kupowane z łóżek polowych w przejściach podziemnych. Oczywiście pirackie- innych wcale, lub prawie wcale nie było.
Gdzieś kole 1993 r. poznałem Meat Loafa, z jego „I’d do anything for love”, jeszcze MTV była telewizją muzyczną, a faceci ubierali się jak faceci, nie było pojęcia metrosexualny (cokolwiek to znaczy).
Po drodze oczywiście nie mogło zabraknąć takich tuzów jak: Bon Jovi, Whitesnake, Van Halen, Iron Maiden, Metallica, Guns’n’Roses. Wszystkich innych, których zapomniałem wymienić gorąco przepraszam.
Aż przyszły lata 2000′, po nich lata 10 wieku dwudziestego pierwszego. I co? Jakoś tak pusto. Z rzadka trafiały się perełki, ale w zasadzie jedynie to tych starych, powoli gasnących tamtych Gwiazd. Jakże się myliłem!
2001 r.: Nadchodzi powódź.
Nie będę wyciągał historycznych pognoz pogody, to nie to miejsce, a i nie moje zainteresowania. To w tym roku właśnie zespół Dreamtide, bo o nim mowa, wydał pierwszy album zatytułowany Here comes the flood.
I już od pierwszych nut, pierwszego nagrania, no może drugich, albo trzecich, porwało mnie (niestety, wersja z youtube wyprana jest z jakiejkolwiek dynamiki, nie ma tej energii i kopa, ale posłuchać w ostateczności się da):

I tak zanurzyłem się w śnie. Jakże jednak realnym.
Dreamtide serwuje nam naprawdę kawał rzetelnego rocka w najlepszym wydaniu, z najlepszych czasów. Jest mocny, momentami ciężki, wyrazisty, taki prosto w twarz, nie jest monotonny. Tu nie ma być smaczków realizacyjnych, jakiejś tam stereofonii, holografii, lokalizacji i czego tam jeszcze- ten rock ma walić między oczy. I to robi!
Słychać wpływy muzyki etnicznej, oraz…pierwowzoru, czyli Fair Warning, bo w składzie mamy jego członków. I to jest kolejny projekt, zlepek kilku kumpli, którzy zebrali się by nagrać coś świeżego, nowego.
Na płycie mamy zarówno utwory mocne: What you believe in, Come with me, Fighter, Crashed, Promised land, jak również melodyjne ballady, także z aranżacjami symfonicznymi: Heaven knows.
A moim faworytem z tego albumu, z wpływem muzyki etnicznej jest Sundance:

Czy można chcieć czegoś więcej? Tak, czasem brakowało mi w utworach gitary prowadzącej.

Słow kilka o zespole:
Francis Buchholz : Gitara basowa (od 2007, ex-Scorpions, ex-Uli Jon Roth)
Torsten Luederwaldt : Parapet łamane na klawisze(ex-Fair Warning)
C.C. Behrens : Bębny (Fair Warning)
Helge Engelke : Gitara (founder member, Fair Warning)
Olaf Senkbeil : Wokal (ex-Uli Jon Roth)
Byli członkowie
Ole Hempelman : Gitara Basowa [2000-2007] Thunderhead.

Dyskografia:
What You Believe in (EP – 2000)
Here Comes the Flood (2001)
Dreams for the Daring (2003)
Dream and Deliver (2008)

Moja, mojsza, najsubiektywniejsza skala z możliwych wskazuje na 10/10. Tego zespołu po prostu nie można pominąć.

3 Comments

  1. Jeśli w duszy gra Ci choć troszkę stary dobry rock, nie możesz nie posłuchać. Takie zespoły nie pojawiają się w mediach głównego nurtu, czego jedynie można żałować. Pozostają kopalnie typu deezer, spotify, bo to jest moje kolejne odkrycie właśnie ze streamingu. Kupę kasy wydałem na płyty, bo i też nie wszystkie są w Polsce dostępne (jedna do mnie leciała z Japonii), ale za to mam czego w samochodzie (i nie tylko) słuchać.
    Wersje z youtube’a, jak napisałem, są słabe jakościowo, słychać bardzo mocno utratę basu, wysokie też przycięte, ale na początek, żeby złapać bakcyla, się da.

    Polubienie

    1. Gra, oj gra. A właściwie to nic mi nie gra prawie, bo spotify premium numer mi wyciął właśnie. Twierdzi, źe moje utwory offline nie są zsynchronizowane, bo minęło 30 dni darmowego czegoś tam i muszę je zsynchronizowac z pomocą komputera online. Co za bzdury! Ściągałem wszystko prosto ze spotify – z ich chmury, by mieć offline. Mój komp ma mniejsza pamięć niż touch5 😦 faktem, ze minęło 30 dni, jak nie mam neta. Czyli to offline całe ze spotify to jest lipka wielka. Jak nie masz komputera matki, jak go nie włączysz na spotify w tej samej sieci co touch5, to po miesiącu nie masz czego słuchać…. Dobrze ze sporo muzyki sobie ściągnąłem z iTunes wcześniej. Czyli streaming ma wady. Bez kompa nie pojedziesz dłużej niż miesiąc.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s