Siedmiu Wspaniałych

Nie siedmiu, a jeden, w zasadzie nie jeden, a kilku- w zespole. Szanowni Państwo, The Magnificent.

Zbieranie dla samego zbierania nie ma sensu i jest jednostką chorobową zwaną potocznie Zbieractwem. Jak już ułożymy swój prawie wymarzony tor, chcielibyśmy zanurzyć się w muzykę. Tą „swoją” najczęściej znamy na pamięć, każdą nutę, każdy akord, czy słowo piosenki. To ona najczęściej służy nam do porównywania sprzętu. Ale czasem chciałoby się czegoś zupełnie nowego.

I tak, w sumie dzięki usługom streamingowym, znalazłem perełkę, jak się później okaże, nie jedną/jedyną. Krótkie poszukiwania nośnika fizycznego zaprowadziły mnie na znany portal aukcyjny, gdzie drogą kupna, wymieniając pięćdziesiąt kilka biletów Narodowego Banku Polskiego, stałem się posiadaczem płyty kompaktowej- The Magnificent.

Czy też macie to ciut szybsze bicie serca przy zdzieraniu folii z opakowania, wyjmowaniu płyty oraz rozkładaniu książeczki? Muszę się przyznać, że zawsze przy rozbieraniu pudełka z muzyką tak mam, coś na kształt dziecięcej radości otwierania prezentu bożonarodzeniowego.

Nie inaczej było tym razem, a naprawdę było warto. Materiał z płyty mógł się równie dobrze ukazać w latach 80. tam, gdzie pozostałem muzycznie (może troszkę wychylam się jeszcze w lata 90.). Kilka innych przypadków pokazuje, że Skandynawowie świetnie radzą sobie w melodyjnym hard rocku/rocku/AOR.

Słów kilka o zespole, znaczy skład:

Wokal: Michael Eriksen

Gitara prowadząca, klawisze, chórki: Torsti Spoof

Bębny: Rolf Pilve

Gitara basowa: Sami Norbacka

Klawisze: Jukka Karinen

Chórki: Antony Parviainen

Co mamy na płycie? Dwanaście naprawdę świetnie i, co najważniejsze- świeżo brzmiących, energetycznych utworów, w sam raz do jazdy samochodem:

  1. Holding On To Your Love
  2. Cheated By Love
  3. Memories
  4. Angel
  5. Satin & Lace
  6. Love`s On The Line
  7. Bullets
  8. Smoke & Fire
  9. Tired Of Dreaming
  10. If It Takes All Night
  11. Lost
  12. Harvest Moon

Już od pierwszych akordów pierwszego nagrania dostajemy sporą dawkę energii, dalej….jest tylko lepiej. Materiał jest naprawdę równy, ciężko przyczepić do któregoś utworu, zarzucić mu, że jest bez polotu, takim wypełniaczem, jak to się dość często zdarza.

Może to jest charakterystyczne dla tego typu projektów, jakim jest właśnie The Magnificent, gdzie zbiera się kilku kumpli z różnych kapel, żeby nagrać naprawdę fajny materiał. Inne przypadki, o których może kiedy indziej, zdają się potwierdzać taką regułę. Tu nie ma nic na siłę, możemy i chcemy, to nagrywamy.

Więc, jeśli ktoś jest zwolennikiem staromodnego energetycznego rocka, a do tej pory nie miał okazji zaznajomić się z materiałem- szczerze polecam.

W mojej, ekstremalnie, subiektywnej skali: 10/10.

Reklamy